2013-03-18

konstelacja

nie trzeba już palić światła w oczach
oszczędzam
można się na spokojnie zestarzeć
oszczędzam
jeść też za bardzo już mi się nie chce
oszczędzam

komu energii, komu
komu energii, komu
tanio dam

gwiazdę, kometę, księżyc i zorzę
oszczędzam
rolety spuszczone bo także słońce
oszczędzam
wygłuszam dźwięki i cedzę słowa
oszczędzam

komu energii, komu
komu energii, komu
tanio dam

płynie, płynie woda
spod wiotkich tam
płynie, płynie woda
tyle energii mam

ku czerwieni

gdy wybuchła Betelgeza
czterysta dwadzieścia siedem
lat temu patrzyłam na nią
patrzyłam na nią

szczęściaro, byłaś daleko
szczęściaro, byłaś daleko
niejeden świat wyparował
świat niejeden wy!

fuksem było nie być blisko
żartem brać to widowisko
tak naprawdę to już wszystko
koniec uwierz mi

zostaje olbrzym kaleki
nieboskłon bez samolotu
co się na śmierć zapikował
jak serce nie me

2013-03-04

pojedynczo

człowiek w krainie osobliwości
eks-potencjalny
zamierzchły twór

śmiertelną duszę zaprzeda chętnie
inteligencji ponętnej
taki jest wybór
mój

będę wykonem, błyskiem i młotem
toporem iskry krzesać mi
w oczach krzemiennych

i od ludzkości
ja odcielona
jestem
w przyszłości
pełne plateau
tuż po upływie krwi

2012-08-14

jestem która jestem

jestem bogiem
zamieniam wodę w zupę
karmię nią głodne tłumy
we wnętrzach moich synów

jestem bogiem
lotos mych ramion
wykwita gdy słowo
ma stać się ciałem

jestem bogiem
chodzę po lądzie
pływam po wodzie
co dzień wstaję z martwych

jestem bogiem
o siedmiu miliardach oblicz
czynionych na mój wzór
i podobieństwo

jestem bogiem
mam nawet co noc
gwieździstą aureolę

co dzień chwalę słońce
tylko spójrz na mnie
pod rozwartym kątem

jestem bogiem
najmiłosierniejszym
mającym wszystkich
bogów przede mną

jestem bogiem
jest wola moja
jako w niebie tak i na ziemi

jestem bogiem
istnieję zupełnie jawnie

jestem jak każdy
bóg śmiertelna
doskonale

2012-08-10

nad ochroną

pamiętam
za ołowianą ścianą
oddałam się sobie
odcięłam gangreni ogon

biedna mała jaszczurka
zasnęła w bólu
który z każdym dniem
był trochę

gdy latem budzę się sama
jestem
nie ma cię we krwi w lodzie
na świecie
ten brak jest błogosławieństwem
oczu otwartych widzących sufit
i ciemność gdy się zamkną
uszu do których dobiega głos dzieci
i liści szumiących
ciała już nie chcącego pieszczot

wtem bardzo smakuje mi powietrze

drogę swą mleczną puszystą
rozwijam z purpurowego kłębka
zapachy wydycham powoli
a wchłaniam żyjącą chemię
i tak mnie poranną zdumiewa
że nie ma już śladów raka
tego co chciał bym stała
się biała
szklana
bym stała

mój odwrócony parasol
napełniam zwolna miłością
czujna antena
nią nawiązuję
stały kontakt z rzeczywistością

2012-04-19

sama lecę

lot człowieczy jest czystym gwałtem
na powietrzu prutym metalem
na ciążeniu gaszonym spalaniem
na błędniku zagnanym paniką
w zakręt obręczy całkiem już zryty
skąd daje sygnały skowytem
że jeszcze działa -

pociecha to mała
już lepiej by zobojętniał
i nie wprowadzał w błąd ciała
co jakoś nie chce być ptasie
co skrzydeł nie ma i mieć nie będzie
nawet gdy wróbel cichym głosikiem
rzuci życzliwe zaklęcie

jest więc lot ludzki gwałtowną miłością
której nie można się oprzeć
kimkolwiek jest sprawca najlepiej byłoby
kochać go jak najmocniej
zamienić strachliwe ćmy w brzuchu
w rozanielone motyle
i czerpać wyłącznie rozkosz bezbrzeżną
z wielkiego wytrysku
adrenaliny

2012-04-14

niedobór


miejsca na ludzi
lepione z chleba
najpowszedniejszego

doprowadzam tam prąd zmienny
myśli najwyższej jakości
światło mych oczu
jest ciepła kąpiel
w różanych płytkach
pachnących stalą

utrwalam tak receptory -

miejsca na ludzi
kute z kamienia
najsamotniejszego


bliskości mojego życia
puste miejsce po tobie
ciągle ma twój kształt -

nieznikający odcisk
w marmurowej pościeli

nie znalazłam dla ciebie substytutu
w bazie mężczyzn refundowanych
nie zsyntetyzowano jeszcze
inhibitora wychwytu zwrotnego

wciąż nie ma lekarstwa
na ostry brak mężczyzny
w żeńskim człowieku.