2014-02-17

***

mam Twoje kartony
skandynawsko złożone
do skoku w trzeci wymiar

póki co śpią za szafą
i śnią
potencjalną przeprowadzkę
piwniczne migracje
ciasny bagażnik

i jak z otwartymi klapami
przyjęłyby w siebie
miękkie dłonie swetrów
niechciane zapachy
pokonaną królową białych

pod koniec tego snu
wygładzam im wargi
taśmą klejącą
pieczętuję kurzem

żeby nie pamiętać
co wydarzyło się
na dnie
kartonu

wciąż mam je
kartony Schroedingera
przechowujące co najmniej
powietrze

2013-11-30

Annick Goutal Un Matin d'Orage

w przededniu grudnia,
o zmroku w południe,
kiedy temperatura ostatkiem sił
unosi się milimetr nad
ścinającym zerem

nie ma nic piękniejszego
od ogrodu, w którym mnie nie ma
od ogrodu niemożliwego
o tej porze roku
w świecie, który nie zna
gardenii ani jaśminu
gdzie ciepło bierze się z brzóz
i sosen płonących w kominku
gdzie zapomniano o słońcu
niebezpiecznie bliskim
zwrotnika koziorożca
który na północy
oznacza tyle, co śmierć
nie ma nic piękniejszego
cytryna i magnolia
mienią się światłem
na nieprawdopodobnie kruchych gałęziach
w nozdrzach skwierczy ozon

jest tu świeżość nowej wiosny
naiwność młodości
szczodrość południa
i zachwyt barbarzyńcy
że tak łatwo jest żyć.

2013-04-14

do Sopot (piosenka)

W trójmieście niewielkim
Wsiadam do kolejki
Pociąg we mnie wlepia
SKM-kowe ślepia
Stocznia rozebrana
Gdańsk nie dźwignął żurawia
Mokną ptaszyska metalowe
Z robalem liny w dziobie
Rurociąg ma wiele twarzy
Piach z morza na pokłady
Politechnika i szpital
Wrzeszcz, Wrzeszcz bukowski

Wyrasta po prawej Zaspa
Co z miodowego jest plastra
Tam między blokami dyszy wiatr
I niejednemu z głowy włos tam spadł

Gdańsk Uniwersytet
Co kiedyś był tylko Przymorzem
3 kilometry do plaży się szło
Na boso, w wakacje można

Przycupnięta Oliwa
W sośninie brodzi i śni
Chlebowa dusza przez komin szła
Do mego nosa na śniadanie
A potem miejsca coraz mniej
Tu miasto się toczy wąwozem
Pomiędzy górą a morskim dnem
Na piwo można wyskoczyć
I z biegu do kraula przejść
Wyprzedzić wyścigowe konie
I już się jest, już się jest
W perle pośredniej, w Sopocie

Na końcu torów jest Gdynia
Orłowo, trzy białe maszty,
Modernizm, pierścień w odmętach
Tam dotrę gdy dnia mi starczy
Tam dotrę gdy dnia mi starczy

Niebiesko-żółta arka przemierza
To miasto przeciągłe